Logo du portail Kultura Paryska 3 décembre 2020
THÈMES
Pożegnanie Wojciecha Karpińskiego

W południe 26 sierpnia 2020 r. na cmentarzu Père Lachaise w Paryżu przyjaciele pożegnali zmarłego 18 sierpnia Wojciecha Karpińskiego. Nad Jego trumną przemawiali Aleksander Smolar i Ewa Bieńkowska, wiersze W. Szekspira i Z. Herberta, oraz tekst autrostwa Zmarłego odczytał Piotr Kamiński
Aleksander Smolar, Pożegnanie z Wojtkiem
Spotkaliśmy się tu w gronie paryskich przyjaciół Wojtka, żeby go pożegnać. Podzielę się z Wami myślami o nim, które właściwie powinienem był kiedyś jemu samemu przekazać. Nie będę mówił o tym, o czym wszyscy zebrani tu przyjaciele i czytelnicy wiedzą. Nie będę więc mówił o Wojtku jako o człowieku wrażliwym, otwartym, serdecznym, oddanym przyjacielu. Nie będę mówił o jego wielkiej elegancji duchowej, intelektualnej, o elegancji jego pisarstwa. Nie będę mówił o nim jako o człowieku wielkiej erudycji, o jego pasji, kulcie literatury, poezji, malarstwa, o jego ogromnej wiedzy historycznej.
Powiem parę słów o tym, co zawsze było dla mnie źródłem podziwu i zdumienia. Wojtek nie był swoim biografem, ale jego rozsiane w wielu miejscach uwagi tworzą coś na kształt autobiografii. Otóż bardzo wcześnie zdefiniował on rzeczywistość, w której żył. Jestem starszy od niego i żyjąc w tych samych co on czasach, podziwiam, jak wcześnie, już w wieku 12-13 lat, wiedział dokładnie, w jakim żyje świecie i wiedział, że nie jest to jego świat. Miał świadomość, że wolność, odzyskanie suwerenności i panowania nad własnym losem wymaga nowego języka, nowej dykcji. Cytował często Miłosza z Traktatu poetyckiego, gdy Miłosz pisał o nowym języku, który przyniesie ocalenie
„Od prawa, które nie jest naszym prawem,
Od konieczności, która nie jest nasza,
Choćbyśmy nasze nadali jej imię
."
Słowa te, mówił Wojtek, odegrały dla niego rolę formacyjną i pozostały dla niego wskazówką na całe życie.
Podziwiałem stałość Wojtka. Jego rozpoznanie rzeczywistości stawało się coraz bardziej subtelne, rozbudowane, ale zasadnicze zręby pozostawały niezmienne. Daleki był od wszelkiego radykalizmu, z którejkolwiek strony. Nawet jeśli pewne poglądy były mu bliższe niż inne, to wszelkie radykalne formy tych poglądów były mu obce. Natrafiliśmy ostatnio na jego krótką wypowiedź z 1965 roku. Na tle Uniwersytetu Warszawskiego, odpowiadając na pytanie francuskiego dziennikarza, co jest mu najbardziej wrogie, czego nie znosi, młodziutki Wojtek mówi piękną francuszczyzną: nie znoszę, gdy ktoś zmusza mnie do robienia czegoś, co jest mi całkowicie obce. Zastanawiałem się, co wtedy znaczyły te słowa Wojtka. Oczywiście chodziło o przemoc zewnętrzną, ze strony Związku Sowieckiego. O przemoc wewnętrzną, przemoc ideologiczną PRL-u z jej kłamstwem i zniewoleniem. Wojtek wielokrotnie później o tym mówił i pisał. Ale wroga mu też była przemoc grup, które wywierają presję i wymuszają dyscyplinę; nie znosił przemocy poprawności politycznej. Przemocy ludzi, którzy są przekonani, że znają odpowiedzi na pytania najważniejsze i swoje odpowiedzi próbują narzucić innym. W tym sensie był doskonałym liberałem. Choć był również w pewnym sensie konserwatystą.
Wojtek w bardzo młodym wieku sformułował swój program wolności. Wcześnie też rozpoznał najwyższe wartości w kulturze, w literaturze polskiej. Nie ukrywał, iż był z tego dumny. Dla niego twórcami odrodzenia kultury polskiej byli Witold Gombrowicz, Czesław Miłosz, Gustaw Herling-Grudziński, Konstanty Jeleński, Józef Czapski, Aleksander Wat, Jerzy Stempowski. Ci autorzy „książek zbójeckich” byli nauczycielami, których sobie wybrał w młodości i którzy stali się przewodnikami jego życia. Poprzez ich portrety kreślił własną biografię duchową i prywatną historię kultury.
Wojtek był też wielkim pedagogiem i popularyzatorem: ważne dlań było przywracanie polskiej świadomości fundamentów kultury. Rozumiał doskonale, że po 1989 roku kluczowe dla Polski były polityka i gospodarka, kultura pozostała gdzieś z boku. Ale wiedział, że przyjdzie czas powrotu do fundamentów. Wiedział i mówił to. Swoją misję postrzegał jako dbanie o obecność w świadomości zbiorowej Polaków tego, co według niego najważniejsze jest w kulturze polskiej, ale również w dziedzictwie kultury europejskiej.
Swoistym testamentem Wojtka i potwierdzeniem jego niezwykłej zdolności wyczuwania tego, co ważne w polskiej kulturze, jest ostatnia jego książka 120 dni „Kultury”, napisana w czasach pandemii. Książką tą Wojtek nie tylko potwierdził wierność dziedzictwu tych wielkich autorów. Uświadamia ona również, że sam stał się jednym z nich.

Wiersze i o wierszach - czytał Piotr Kamiński
William Shakespeare, Sonet XXX 

When to the sessions of sweet silent thought
I summon up remembrance of things past,
I sigh the lack of many a thing I sought,
And with old woes new wail my dear times’ waste:
Then can I drown an eye, unused to flow,
For precious friends hid in death’s dateless night.
And weep afresh love’s long-since cancelled woe,
And moan the expense of many a vanished sight.
Then can I grieve at grievance foregone,
And heavily from woe to woe tell o’er
The sad account of fore-bemoaned moan,
Which I new pay as if not paid before.
     But if the while I think on thee, dear friend,
     All losses are restored, and sorrows end.

Gdy przed trybunał myśli na rozprawę czułą
Wzywam świadków obrony — przeszłych dni wspomnienia —
Wzdycham, widząc, jak wiele w pustkę się rozsnuło:
Prócz dawnych strat — to jeszcze, co Czas w nicość zmienia.
W takich chwilach znów oko nurza się w łez toni
Z bólu po tych, co znikli w wiecznym śmierci mroku,
Z miłosnej męki — choć już niby dawno po niej —
I z żalu po niejednym przepadłym widoku.
Skarżę się na cierpienia wcześniej wycierpiane
I ponownie przebiegam wzrokiem swój zawiły
Rachunek trosk — spłacony, wiem, lecz nie przestanę
Spłacać go, choćby oczy bez końca łzawiły.
       Lecz skoro tylko w myślach twoją twarz zobaczę —
       Wszystkie straty zwracają się, cichną rozpacze.
(tłum. Stanisław Barańczak)

Zbigniew Herbert, Do Marka Aurelego
Prof. Henrykowi Elzenbergowi

Dobranoc Marku lampę zgaś
i zamknij książkę Już nad głową
wznosi się srebrne larum gwiazd
to niebo mówi obcą mową
to barbarzyński okrzyk trwogi
którego nie zna twa łacina
to lęk odwieczny ciemny lęk
o kruchy ludzki ląd zaczyna

bić I zwycięży Słyszysz szum
to przypływ Zburzy twe litery
żywiołów niewstrzymany nurt
aż runą świata ściany cztery
cóż nam – na wietrze drżeć
i znów w popioły chuchać mącić eter
gryźć palce szukać próżnych słów
i wlec za sobą cień poległych

więc lepiej Marku spokój zdejm
i ponad ciemność podaj rękę
niech drży gdy bije w zmysłów pięć
jak w wątłą lirę ślepy wszechświat
zdradzi nas wszechświat astronomia
rachunek gwiazd i mądrość traw
i twoja wielkość zbyt ogromna
i mój bezradny Marku płacz

Wojciech Karpiński, Polowanie z ogarami (na śmierć Miłosza)
Od dawna myślę, że pożegnaniem Czesława Miłosza z sobą i z nami — żyjącymi, do czasu — i przywitaniem z następcami w sztafecie pokoleń na Nieobjętej Ziemi — są końcowe linie Zimy:
Wielkie było polowanie z ogarami na sens niedosiężny świata.
I teraz gotów jestem do dalszego biegu
O wschodzie słońca, za granicami śmierci.
Już widzę górskie pasma w niebiańskiej kniei,
Gdzie za każdą esencją odsłania się esencja nowa.

To on jest gotów, nie my, nie ja. To on znalazł słowa. Jeszcze jeden jego dar, lecz nie zwalnia nas z wysiłku ujęcia w słowa — czego? — jego obecności. Przyczyn naszej wdzięczności. Wiem, jakie miejsce zajmował od dziesięcioleci w moim życiu duchowym, w polskiej literaturze, w kulturze Zachodu — i to nie tylko XX wieku... Ale czy można się do takiego podziękowania przygotować? Szukam formuł, bezradny.
Półtora wieku temu Zygmunt Krasiński, w jakże trudnej sytuacji, osobistej, narodowej, społecznej, artystycznej, na wiadomość o śmierci Mickiewicza znalazł, w prywatnym liście do przyjaciela, Adama Sołtana, słowa niezapomniane, które stały się dla ludzi później żyjących sformułowaniem odkrywczym i oczywistym (czy nie były równocześnie niebezpieczną mitologizacją? — jeżeli nawet, to wielką): „Pan Adam już odszedł od nas. Na tę wieść pękło mi serce. On był dla ludzi mego pokolenia i miodem, i mlekiem, i żółcią, i krwią duchową, my z niego wszyscy. On był nas porwał na wzdętej fali natchnienia swego i rzucił w świat”. To zapewne najsłynniejszy i jeden z najpiękniejszych polskich nekrologów. Te słowa, jakkolwiek efektowne, nie określają miejsca Czesława Miłosza w polskim życiu. I chyba takie określenie nie jest możliwe. Był zbyt złożony, zbyt bogaty. Można — i trzeba — wyrażać mu wdzięczność za dary. Cieszyć się, że są z nami, starać się, by żyły w nas i nas ożywiały. Uczynił nas bogatszymi, mocniej osadzonymi w tradycji i swobodniejszymi.

Ewa Bieńkowska, Kilka słów o przyjaźni
Jeden tylko wątek chcę poruszyć, choć był już wspominany: przyjaźń w życiu Wojtka Karpińskiego. Był człowiekiem specjalnie do niej uzdolnionym. To było coś niesłychanego, jakie miejsce przyjaciele zajmowali w jego życiu i jak umiał się im odwdzięczać za dar, którym jest przyjaźń. Prawie bezustannie myślał o przyjaciołach, przywoływał ich na swoje forum pisarskie i ideowe. Ale są również małe rzeczy codzienne. Rzecz dla mnie wzruszająca, która mnie kiedyś zawstydziła, to sposób, w jaki wybierał prezenty gwiazdkowe dla przyjaciół. Najpierw zdawał sobie sprawę, kim jest osoba, której ofiaruje ten mały przedmiot, co lubi, co odpowiadać będzie jej oczekiwaniom, co sprawi jej przyjemność. Nigdy nie było to: o, wchodzę do księgarni, modna książka, słynna książka, no to damy ją w prezencie. Zupełnie było mu to obce. I to, o czym mówił nam Alik: wierność, ogromna wierność. To jest wierność sobie - być wiernym swoim zachwytom, swoim wyborom ideowym, ludziom, których się przygarnęło do siebie. To była ważna sprawa. W związku z tym największe cierpienia, jakie przeżył, to oczywiście rodzina: śmierć matki, śmierć brata Jakuba, ale też śmierć przyjaciół, rzecz nie do odbudowania, dziura w rzeczywistości. Najpierw odszedł Kot Jeleński, jakby jego rówieśnik, jakby między nim a Wojtkiem nie było przesunięcia generacyjnego – bo dla Wojtka Polska przedwojenna była czymś rzeczywistym, o czym warto myśleć. Pamiętam to zdumienie Wojtka: jak to, już go nie ma. Potem dramatem była dla niego śmierć Krzysztofa Junga, która go poraziła i spowodowała zamilknięcie na długie lata. Milczenie Wojtka jako pisarza trwało długo, ale na szczęście się skończyło.
Na koniec powiem, że Nicola Chiaromonte, którego tak poważał i promował Wojtek, zostawił w swoich notatkach refleksję, która dla Wojtka była nazwaniem ważnej rzeczy: ocalić pewne wartości, prowadzić je dalej przez czas, można tylko w małych przyjacielskich grupach. Żadne instytucje, fora, parlamenty tego nie zrobią, ale w małej grupie najbliższych przyjaciół można je ocalić. Jeśli z naszej kultury zostaną jakieś rzeczy ważne, to dzięki takim grupom.

W trakcie uroczystości odegrano ulubione utwory Zmarłego: Mozarta, Haydna, Schuberta i Straussa. Jonas Kaufmann był ulubionym żyjącym śpiewakiem Wojciecha Karpińskiego, Kawaler srebrnej róży Straussa - Hofmannsthala najbliższą mu operą. Sonata jowiszowa Mozarta pochodzi z płyty, której Witold Gombrowicz słuchał w ostatnich dniach życia. Płytę tę ofiarowali Wojciechowi Karpińskiemu Maria i Bohdan Paczowscy. Sonet XXX Williama Shakespeare’a Wojciech Karpiński często recytował w oryginale z pamięci. Wiersz Zbigniewa Herberta Do Marka Aurelego zaznaczył w swoim egzemplarzu poezji Herberta gwiazdką i wykrzyknikami. Fragment szkicu Wojciecha Karpińskiego Polowanie z ogarami pochodzi z tomu Twarze (Zeszyty Literackie).

RETOUR VERS LE HAUT DE LA PAGE »