Logo Kultura Paryska 19 listopada 2017
TEMATY
Giedroyc – człowiek wschodni
Andrzej Brzeziecki

„Ja jestem człowiek wschodni” – pisał w 1966 roku Jerzy Giedroyc do Juliusza Mieroszewskiego. Myliłby się ten, kto sądziłby, że ta deklaracja odnosiła się tylko do litewskich korzeni Redaktora.
Miastem dzieciństwa urodzonego w Mińsku Giedroycia była bowiem Moskwa, część jego rodziny miała rosyjskie pochodzenie (sam ożenił się też z Rosjanką), płynęła w nim także gruzińska krew. „Myślę, że mam pewne wyczucie tych spraw” – pisał dalej redaktor „Kultury” do swego najważniejszego politycznego publicysty. Nie mylił się. Od dziesięcioleci postać Jerzego  Giedroycia kojarzy się niezmiennie ze sprawami Europy Wschodniej, przyćmiewając nawet inne aspekty jego działalności – jak choćby odkrycie i spopularyzowanie najwybitniejszych polskich pisarzy drugiej połowy XX wieku – a pojęcia czy „linia” Giedroycia spotyka się i dziś w polskiej prasie podczas dyskusji na temat polskiej polityki wschodniej.

Ukraina - po raz pierwszy
Nie tylko korzenie zdecydowały o wschodnich fascynacjach Jerzego Giedroycia. Kształt II Rzeczpospolitej i jej położenie geopolityczne sprawiały, że każdy, kto zabierał się za działalność publiczną musiał zetknąć się z problemem Ukraińców, mniejszości białoruskiej czy stosunków ze Związkiem Radzieckim. Tak było też w przypadku Giedroycia – z kwestiami narodowościowymi zetknął się już na studiach, gdy zapisał się na historię, by odroczyć służbę wojskową. Uczęszczał wtedy na seminarium prof. Mirona Korduby poświęcone historii Ukrainy, ale, jak sam przyznawał w swej autobiografii, momentem przełomowym było – już w trakcie pracy w ministerstwie rolnictwa – zetknięcie się z Huculszczyzną. To zaś zaprowadziło go do kwestii ukraińskiej. Problem stosunków między narodami polskim i ukraińskim był częstym tematem publikacji w redagowanych przez Giedroycia przedwojennych pismach: „Buncie Młodych” i „Polityce”. On sam nawet na prośbę ministerstwa spraw zagranicznych stworzył pismo „Wschód”. Początkowo jednak zainteresowanie Giedroycia i jego pism nie wychodziło poza sprawy ułożenia – na drodze porozumienia – relacji z mniejszościami na terenie Polski, dopiero od 1934 roku problem ukraiński został rozszerzony o kwestię niepodległości tego narodu. To wszystko zaś wpisywało Giedroycia w politykę „prometejską” i „jagiellońską”, którą z mniejszym lub większym skutkiem próbował prowadzić obóz piłsudczykowski. „Samodzielny »Bunt«, później zaś »Polityka« nie tyle zainicjowały problem, ile kontynuowały zainteresowanie nim i modyfikowały próby rozwiązania go, w miarę zmian zachodzących w stosunkach polsko-ukraińskich i sytuacji międzynarodowej” – pisał zajmujący się działalnością Giedroycia historyk Rafał Habielski. Wojna i przesunięcie granic Polski stanowiły oczywiście o korekcie podejścia do Wschodu przez pozostającego na emigracji Jerzego Giedroycia, duch – czyli poszukiwanie porozumienia – pozostał jednak ten sam.

Obszar ULB
Już w 1952 roku „Kultura” Jerzego Giedroycia publikowała tekst Józefa Łobodowskiego postulującego porozumienie między Polakami i Ukraińcami, ale  przede wszystkim zdecydowała się na druk listu alumna Józefa Z. Majewskiego, w którym padły takie zdania: „Tak jak my Polacy mamy prawo do Wrocławia, Szczecina i Gdańska, tak Litwini słusznie domagają się Wilna, a Ukraińcy Lwowa” oraz „Niech Litwini, którzy gorszy niż my los przeżywają, cieszą się swym Wilnem, a we Lwowie niech powiewa sino-żółty sztandar”.
Dla emigracji, która wciąż marzyła o powrocie Polski do przedwojennych granic, (ale także dla kraju, gdzie kilka lat wcześniej krążyły wierszyki w stylu: „Jedna bomba atomowa i wrócimy znów do Lwowa”) postulat pogodzenia się z utratą tych dwóch świętych dla Polaków miast był równoznaczny z bluźnierstwem. Głosom oburzenia nie było końca. W odpowiedzi „Kultura” zwięźle przedstawiła swoje stanowisko: „Polska może odzyskać i utrzymać byt niepodległy tylko w ramach sfederalizowanej całej Europy. Twierdzimy, że prawo do udziału w przyszłym europejskim federacyjnym związku mają nie tylko narody, które tworzyły niepodległe państwa w r. 1939, lecz również Ukraińcy i Białorusini. Z uwagi na niebezpieczeństwo imperializmu rosyjskiego obecne i przyszłe – powstanie niepodległej Ukrainy i jej uczestnictwo w europejskim związku federacyjnym – dla Polski jest sprawą pierwszorzędnego znaczenia”.

Rozstrzelane odrodzenie
Giedroyc nigdy nie zszedł z obranej przez siebie linii, a sprawy wschodnie miały swoje stałe miejsce na łamach „Kultury”. Szukał stale kontaktów z emigrantami ukraińskimi czy rosyjskimi i namawiał ich do  współpracy. Jednym z ważniejszych autorów „Kultury” stał się Ukrainiec Bohdan Osadczuk, który także  pomógł Giedroyciowi skontaktować się  liderami ukraińskiej emigracji. Innym aspektem tej działalności było wydanie w końcu lat 50. XX wieku antologii ukraińskiej poezji „Rozstrilane widrodżennie”. Wydawnictwo to zyskało mu sympatię wśród ukraińskiej emigracji i nie tylko. Najpełniejszy wyraz wizja Jerzego Giedroycia zyskała w publicystyce  Juliusza Mieroszewskiego. On to w 1974 roku w artykule „Rosyjski »kompleks polski« i obszar ULB” pisał, że Polska musi odżegnać się od idei jagiellońskiej, która Litwinom czy Ukraińcom kojarzyć się musi z polskim imperializmem. Polska powinna dążyć do współpracy z Ukraińcami, Litwinami i Białorusinami (stąd skrót ULB), bo tylko suwerenność tych narodów zabezpiecza Polskę przed rosyjskim imperializmem. Mieroszewski zresztą liczył, że Rosjanie też będą w stanie wyrzec się imperializmu: „idea samostanowienia i wolności dla pobratymczych narodów, oddzielających nas od Rosji – z równoczesnym szczerym zrzeczeniem się jakichkolwiek planów imperialistycznych – do których to planów zaliczyć należy nadzieję ułożenia się z Moskwą ponad głowami owych narodów – tak pojęty program mógłby przywrócić polskiej polityce niepodległościowej wysoki motyw moralny, którego dziś jej nie dostaje”.

Praktyczną realizacją koncepcji ULB była choćby „Deklaracja w sprawie ukraińskiej” opublikowana przez „Kulturę” w 1977, był to dokument podpisany przez rosyjskich intelektualistów (m.in. Andriej Amarlik, Władimir Bukowski, Natalia Gorbaniewska) oraz Polaków (Jerzy Giedroyc, Józef Czapski, Gustaw Herling-Grudziński) głoszący solidarność z Ukraińcami walczącymi o niezależność ich kraju i postulat likwidacji sowieckiego kolonializmu”. Pozyskanie przez  Giedroycia Rosjan do apelu wzywającego, aby wyrzec się pretensji wobec ziem ukraińskich było czymś niesłychanym (do dziś zresztą nawet wielu rosyjskich demokratów nie chce przyznać Ukrainie prawa do pełnej niepodległości). Nie był to pierwszy raz, gdy Giedroyc angażował się w stosunki między narodami Związku Radzieckiego: choćby w 1966 próbował uruchomić ukraińskich intelektualistów pracujących na zachodnich uniwersytetach, by podpisali protest przeciw represjonowaniu w Związku Radzieckim rosyjskiego literata Andrieja Siniawskiego. Jak przekonywał Iwana Rudnyckiego redaktor „Kultury” „udział Ukraińców w akcji protestacyjnej miałby duże znaczenie polityczne”. 

W interesie Polski
Pojęcie ULB weszło już na stałe do języka polskiego, ale jego ślady odnajdujemy także w praktyce politycznej, gdzie ULB nie ogranicza się tylko do trzech krajów, ale czasem oznacza wręcz całą Europę Wschodnią i Kaukaz. Już w 1981 roku „Solidarność” przyjęła ewidentnie w duchu Maisons-Laffitte „Posłanie do ludzi pracy Europy Wschodniej”, w latach 1989-1991 Polska, gdy jeszcze istniał Związek Radziecki, prowadziła politykę „dwutorowości”, czyli jednoczesnych stosunków z Moskwą i coraz bardziej usamodzielniającymi się republikami, w 1991 roku jako pierwsze państwo w
świecie uznała niepodległość Ukrainy (z Litwą niestety się spóźniła), a do koncepcji Mieroszewskiego i Giedroycia odwoływali się kolejno prezydenci Aleksander Kwaśniewski, Lech Kaczyński i Bronisław Komorowski.

Z koncepcją ULB nierozerwalnie związany jest problem rosyjski w polityce polskiej. Niektórzy uważają, że ULB wymierzona jest przeciw Rosji, ale to nieprawda. Jerzy Giedroyc nigdy nie był antyrosyjski, a wręcz liczył na porozumienie z nieimperialną Rosją. Także zdaniem jednego z wybitnych polskich intelektualistów i dyplomatów, Adama Daniela Rotfelda, właśnie dopiero zbliżenie z Rosją pozwala na pełną realizację wizji Giedroycia. „Zawsze pasjonowała mnie literatura rosyjska. Czytałem po rosyjsku prawie tyle co po polsku, tzn. bardzo dużo” – pisał Książę z Maisons-Laffitte w swej autobiografii.
„Kultura” stale szukała kontaktu i współpracy z rosyjską emigracją, a Instytut Literacki wydawał książki rosyjskich autorów. W pracy redaktorskiej wzorem dla Giedroycia był XIX-wieczny rosyjski intelektualista Aleksander Hercen i jego pismo „Kołokoł”. „Naszym zadaniem jest odgrywanie roli drożdży i lansowanie pewnych myśli. Hercen też nie miał mandatu. Jesteśmy tyle od niego zręczniejsi czy szczęśliwsi, że on się wywrócił na sprawie polskiej, a my (jak dotąd) nie straciliśmy, lansując choćby sprawę przesądzenia Wilna i Lwowa” – pisał do Jerzego Stempowskiego.

Koncepcja ULB była w rozumieniu Maisons-Laffitte funkcją szerszej polityki zagranicznej. Zakładano – i jak najbardziej słusznie – że porozumienie z narodami Europy Wschodniej jest kluczem do bezpieczeństwa przyszłej, suwerennej Polski. „Naszym głównym celem powinno być znormalizowanie stosunków polsko-rosyjskich i polsko-niemieckich, przy jednoczesnym bronieniu niepodległości Ukrainy, Białorusi i państw bałtyckich, i przy ścisłej współpracy z nimi” – twierdził w „Autobiografii na cztery ręce”. Kiedy indziej mówił w wywiadzie Barbarze Toruńczyk, że Polska potrzebuje tak niezależnej Rosji jak i niezależnej Ukrainy – by czasem grać z jednym partnerem przeciwko drugiemu. Giedroyc miał sentyment do Wschodu, ale na wszystko patrzył poprzez interes państwa polskiego. Lansował koncepcję ULB – bo sympatyzował z narodami Europy Wschodniej, ale głównie dlatego, że była ona jego zdaniem w interesie Polski. Twierdził też, że pozycja Polski na Zachodzie zależała od jej znaczenia na Wschodzie. Dlatego – już po 1991 roku opowiadał się za utrzymywaniem stosunków z krajami ULB, nawet jeśli ich przywódcy nie spełniali oczekiwań. W interesie Polski była jego zdaniem więc współpraca a Białorusią Aleksandra Łukaszenki.

Nie oznaczało to, by przymykał oczy na kwestię praw człowieka. Do ostatnich lat życia angażował się w różne akcje na rzecz demokracji w Europie Wschodniej – w 1998 roku „Kultura” opublikowała Białoruską Deklarację Wolności podpisaną przez białoruskich intelektualistów, a ze strony polskiej m.in. przez Jerzego Giedroycia i Andrzeja Wajdę. Zaś jeszcze na rok przed śmiercią nakłaniał Czesława Miłosza, by razem z Wisławą Szymborską, zgłosił do Nagrody Nobla białoruskiego pisarza Wasyla Bykaua. „Nie potrzebuję Ci tłumaczyć, że przyznanie tej nagrody pisarzowi białoruskiemu to będzie, bez przesady, rewolucja na Białorusi” – pisał do autora „Zniewolonego umysłu”.

Był Giedroyc zwolennikiem porozumienia polsko-ukraińskiego, krytykował Polaków za antyukraińskość, ale protestował, gdy Ukraińcy mijali się z prawdą. W 1976 roku pisał do Iwana Kedryna-Rudnyckiego, gdy znalazł w jednym ukraińskich pism nieprawdziwe informacje o relacjach polsko-ukraińskich: „Dużo jest spraw między Polakami i Ukraińcami – spraw przykrych czy bardzo ciężkich. Nie sądzę jednak, by należało operować informacjami nieścisłymi. W interesie chyba naszych narodów leży znormalizowanie stosunków, co wymaga powiedzenia sobie w oczy całej prawdy – ale tylko prawdy”.

Co po Giedroyciu?

Nie należy traktować koncepcji Jerzego Giedroycia jako czegoś niepodlegającego żadnym modyfikacjom. On sam mówił w jednym z wywiadów: „Nasze stanowisko – co widać w artykułach Mieroszewskiego – ulegało ciągłym woltom. W danej koniunkturze są szanse na hasła neutralizacji. W innej – na co innego. Jasne, że trzeba się do sytuacji z większym czy mniejszym powodzeniem dostosowywać. Chociażby dlatego, że nawet jeżeli się nie ma wpływu na bieg wydarzeń, to zmusza się ludzi do myślenia, zastanawiania się. To uważam za chyba najważniejszą rolę »Kultury«. Czy różne koncepcje się sprawdziły, czy nie, nie ma wielkiego znaczenia. Ważne jest, żeby przylegać do rzeczywistości. I żeby się liczyć ze światową opinią”.

A jak na koncepcję Giedroycia patrzyli i patrzą jej adresaci? Niestety ani on, ani cały dorobek „Kultury” nie jest szerzej znany w krajach Europy Wschodniej. Giedroycia znają i cenią jednak elity tych krajów, ale także one proponują traktowanie idei redaktora „Kultury” jako punktu wyjścia. Wybitny ukraiński historyk Jarosław Hrycak pisał kilka lat temu: „Obawiam się, że z Jerzym Giedroyciem może stać się to samo, co już stało się z wieloma klasykami: wiele się o nich mówi, lecz mało kto czyta ich dzieła, a jeszcze mniej osób je rozumie. Bardzo potrzebujemy odpowiedniego rozumienia Giedroycia, po tym jak jego epoka już się skończyła. Jego prace powstały w pewnych kontekstach historycznych, które już nigdy się nie powtórzą. Wiele z tego, o czym pisał dobrze czy źle – traci sens w nowym świecie, powstałym po 1989 roku, a później także po 11 września 2001 roku oraz po Pomarańczowej Rewolucji 2004 roku. Stosunki polsko-ukraińskie na szczęście się poprawiły, lecz obydwa narody stanęły wobec nowych wyzwań i nowych zagrożeń. Pytanie, na które powinniśmy odpowiedzieć, jeżeli chcemy pozostać uczciwi wobec siebie samych, brzmi: co po Giedroyciu?”.

Andrzej Brzeziecki jest redaktorem naczelnym pisma „Nowa Europa Wschodnia” i publicystą „Tygodnika Powszechnego”.
 

Bibliografia

Nota redakcyjna, Nieporozumienie czy tani patriotyzm?
„Kultura”, 1/1963
Ks. J. Majewski
„Kultura” 11/1952


J. Mieroszewski, Rosyjski »kompleks polski« i obszar ULB,
„Kultura” 9/1974
J. Giedroyc, Autobiografia na cztery ręce, Warszawa 1994
J. Giedroyc, Cz. Miłosz, Listy
1973-2000, Warszawa 2012
J. Giedroyc, J. Stempowski,
Listy 1946-1969, Warszawa 1998
J. Giedroyc-Emigracja ukraińska,
Listy 1950-1982, Warszawa 2004
M. Grochowska, Jerzy Giedroyc. Do Polski ze snu
Warszawa 2009
R. Habielski, Dokąd nam iść wypada? Jerzy Giedroyc od „Buntu Młodych” do „Kultury”, Warszawa 2006
J. Hrycak, Nowa Ukraina, nowe interpretacje, Wrocław 2009
A. Smolar, Rozmowa z Jerzym Giedroyciem sprzed dwunastu lat, „Aneks” nr 44

POWRÓT DO POCZĄTKU »