Logo Kultura Paryska 22 sierpnia 2019
R
Jerzy Giedroyc
Biografia najkrótsza
Publicysta ur. 27 lipca 1906 w Mińsku zm. 14 września 2000 w Maisons-Laffitte
Pseudonim: Redaktor

Rodzice
Franciszka ze Starzyckich i Ignacy Giedroyć pobrali sie w Mińsku, najpewniej 22 października 1905 r. - to data wygrawerowana na obrączce, która zachowała się wśród pamiątek rodzinnych. Ona, córka jednego z najlepszych w mieście krawców, i on – choć potomek starego rodu litewskich książąt, to bez majątku czy ważniejszej pozycji społecznej. Z zawodu aptekarz.
27 lipca 1906 r. urodził im się pierwszy syn, któremu podczas nabożeństwa w mińskiej katedrze nadano imiona Jerzy Władysław.


Dzieciństwo
Najwcześniejsze lata Jerzy spędza w Mińsku – domową naukę uzupełniają nielubiane przez niego lekcje gry na fortepianie. Sporo choruje, dużo czyta, korzystając z ojcowskiej biblioteki.
W roku 1916 rodzice wysyłają go do Moskwy, gdzie zaczyna edukację w gimnazjum Komitetu Polskiego. W rosyjskiej stolicy jest świadkiem rewolucji lutowej 1917 r., a po wcześniejszym zakończeniu roku szkolnego wyrusza do Petersburga. Nie mogąc tam odnaleźć stryjecznego brata swego ojca, Wiktora Giedroycia, udaje się w powrotną drogę do domu. Podróż jedenastoletniego Giedroycia po zrewolucjonizowanej Rosji trwa w sumie kilka tygodni. Zaczyna palić papierosy.
W Mińsku rodzice zapisują syna do gimnazjum Polskiej Macierzy Szkolnej, prowadzonego przez Mariana Massoniusa. Naukę znów przerywa wielka polityka – w Mińsku po rewolucji październikowej władzę zdobywają bolszewicy, ale już w lutym 1918 r. do miasta wkraczają wojska niemieckie. Kilka miesięcy później, pośród tysięcy innych ewakuowanych z Mińska Polaków, rodziny Starzyckich i Giedroyciów – Ignacy i Franciszka, Jerzy i o trzy lata od niego młodszy Zygmunt - wyjeżdżają do Warszawy. Tutaj Jerzy kontynuuje naukę w Gimnazjum Jana Zamoyskiego, tu zda egzamin dojrzałości. Jeszcze przed maturą, w czasie wojny polsko-bolszewickiej 1920 r., jako telegrafista ochotnik służy w Dowództwie Okręgu Generalnego I w Warszawie.

Studia
W 1924 r. Jerzy Giedroyc zostaje studentem prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Na studiach wstępuje do korporacji akademickiej Patria i zostaje jej prezesem, a także – było to stanowisko rotacyjne, które w tym roku akurat Patrii przypadło – prezesem Koła Międzykorporacyjnego. Znacznie podnosi to pozycję Giedroycia i znacznie rozszerza krąg znajomości. Wraz z kolegami, w większości mającymi endeckie poglądy, w czasie przewrotu majowego 1926 r. postanawia bronić rządu Wincentego Witosa przed zbuntowanymi oddziałami Józefa Piłsudskiego. Obserwacja paniki i chaosu rządowej elity wyleczyła go zupełnie z parlamentaryzmu i „pogłębiło nastawienie propiłsudczykowskie i przekonanie o konieczności rządów autorytarnych” – napisze po latach w „Autobiografii na cztery ręce”.

Klub Złośliwych Szczeniaków
Pod koniec studiów, po okresie dorywczej pracy w dziale reklamowym Polskiej Agencji Telegraficznej, w „Kurierze Warszawskim” i „Warszawiance”, Jerzy w 1928 r. zaczyna – za sprawą zaprzyjaźnionego oficera II Oddziału Jana Karczewskiego – pracę w biurze prasowym Rady Ministrów. Wtedy dają o sobie znać jego ambicje polityczne – współtworzy Klub Złośliwych Szczeniaków, w ramach którego współpracują ze sobą młodzi ludzie, związani z obozem władzy, głównie sekretarze ministrów.
„Nie było to towarzystwo wzajemnej adoracji – twierdził Giedroyc – ale ludzie z różnych środowisk, motywowani ideą, a nie zajmowaniem posad. Nie załatwiało się z zasady spraw personalnych”. Po ukończeniu wydziału prawa w 1929 r. Jerzy Giedroyc rozpoczyna studia historyczne, a jednocześnie zamienia pracę w Radzie Ministrów na stanowisko referenta prasowego i parlamentarnego w Ministerstwie Rolnictwa.

Sekretarz
W roku 1930 zostaje w tym resorcie sekretarzem polityka obozu konserwatywnego ministra Leona Janty-Połczyńskiego. W tym okresie Giedroyc jest już dobrze znany w środowisku polskich zachowawców – od 1928 r. działa w organizacji Myśl Mocarstwowa, wydającym pismo o tej samej nazwie.
„Myśl Mocarstwowa przeciwstawiała się endeckiej koncepcji państwa narodowego i opowiadała się za państwem wielu narodów i religii, zgodnie z tradycjami Polski Jagiellonów. Przemawiała do nas idea prometejska Piłsudskiego (której nie mógł zrealizować w 1920 roku) utworzenia sprzymierzonych z Polską niepodległych republik: Ukrainy, Litwy, Białorusi, Gruzji, Kaukazu, co mogło osłabić lub nawet zlikwidować rosyjskie imperium” – opowiadał potem Mieczysław Pruszyński w „Migawkach wspomnień”.

Redaktor po raz pierwszy
W 1930 r. Giedroyc opracował pierwszy numer pisma „Wschód”, przejętego później przez Włodzimierza Bączkowskiego, a następnie objął redakcję „Dnia Akademickiego”. Rok później przekształcił to pismo w „Bunt Młodych”, a od 1933 – uniezależnił je od „Dnia Polskiego”, którego dotąd było cotygodniowym dodatkiem. Od lutego 1933 r. „Bunt Młodych” stał się 8-kolumnowym dwutygodnikiem, a w 1937 r. zmienił się w tygodnik „Polityka”.


Urzędnik i polityk
Z biegiem lat rosła tak osobista pozycja Giedroycia, jak i znaczenie pism przez niego redagowanych. Na początku lat 30. ściśle związany z ruchem konserwatywnym – nie tylko z licznymi organizacjami Obozu Mocarstwowego, ale też z ugrupowaniem księcia Janusza Radziwiłła Stronnictwo Prawicy Narodowej – z biegiem lat budował sobie opinię coraz bardziej niezależnego, choć uważał się za „wewnętrzną opozycję” obozu rządzącego. Za publikację krytykującego politykę władz artykułu „Kirow a Pieracki” groziło mu podobno internowanie w obozie w Berezie. Skonfliktowany z jednym z następców Janty-Połczyńskiego Juliuszem Poniatowskim przeszedł Giedroyc do Ministerstwa Przemysłu i Handlu, gdzie wiceministrem został jeden z jego przyjaciół, Antoni Roman. U jego boku kontynuował karierę urzędniczą – był z nim m.in. na otwarciu Wystawy Światowej w Nowym Jorku w maju 1939 r. Jednocześnie próbował realizować swe projekty polityczne – w 1940 r. grupa „Polityka” miała nawet wysunąć własną listę kandydatów do Sejmu, a jednym z jej celów byłoby m.in. doprowadzenie do ogłoszenia autonomii Małopolski Wschodniej. W ostatnich dniach przed Wrześniem Giedroyc, wobec zaostrzenia się sytuacji w Europie, zabiegał też o wysłanie gen. Sosnkowskiego do USA jako szefa specjalnej misji wojskowej.


Wojna, Bukareszt
Wszystkie te plany runęły wraz z wybuchem wojny. Jerzy Giedroyc jako urzędnik państwowy podlegający ewakuacji do Rumunii zabrał ze sobą młodszego brata Henryka, zwanego Dudkiem (ur. 1922) oraz byłą żonę Tatianę, z którą rozstał się ok. 1937 r. po sześciu latach małżeństwa.
W Bukareszcie Giedroyc został sekretarzem Rogera Raczyńskiego, swego przyjaciela, który był ambasadorem RP przy dworze królewskim. Pomógł mu dostosować sposób funkcjonowania ambasady do wymogów czasu wojny i wojennej Rumunii, w której poza tysiącami uchodźców z Polski przebywała też niemal cała polska przedwrześniowa elita polityczna, internowana przez Rumunów.
U boku Raczyńskiego Giedroyc ugruntował sobie opinię związanego z sanacją, przez co naraził się obozowi generała Sikorskiego, który po klęsce wrześniowej doszedł do władzy. W wyniku prowokacji został oskarżony o łapówkarstwo i handel dokumentami, ułatwiającymi zdobywanie wiz. Oskarżyciele wycofali się z tych zarzutów dopiero po wielomiesięcznym śledztwie i przesłuchaniach. Wyjeżdżając z Rumunii po likwidacji ambasady w listopadzie 1940 r., ambasador polecił Giedroyciowi pozostanie w Bukareszcie i pracę w poselstwie chilijskim, które oficjalnie przejęło reprezentowanie polskich interesów. Giedroyc szybko popadł w konflikt z Samsonem Mikicińskim, który nadzorował pracę Biura Polskiego w legacji Chile, a de facto zajmował się głównie robieniem interesów, m.in. we współpracy ze służbami niemieckimi. Grupa Giedroycia została z Biura zwolniona i – choć uznawana za jedynych reprezentantów sprawy polskiej m.in. przez dyplomatów brytyjskich – urzędowała nieoficjalnie, pomagając uchodźcom i internowanym, zbierając dla rządu RP informacje z okupacji niemieckiej i sowieckiej etc. Z Bukaresztu Giedroyc wyjechał w lutym 1941 r. dzięki pomocy Anglików, którzy ewakuowali swoją placówkę po wstąpieniu Rumunii do Osi.

Tobruk, Irak, Monte Cassino, Gallipoli
Wiosną 1941 r. wraz z bratem Henrykiem wstąpił do wojska i wkrótce jako żołnierz Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich skierowany został do obrony oblężonego Tobruku. W sierpniu 1942 r. Giedroyc odkomenderowany został do Iraku, do Dowództwa Dywizji, gdzie zajmował się pracą oświatową. Tam też spotkał Józefa Czapskiego, który był szefem Wydziału Propagandy Armii Polskiej na Wschodzie. Mianowany przez Czapskiego kierownikiem działu czasopism i wydawnictw wojskowych przeprowadził ich gruntowną reformę, skupiając się przede wszystkim na podniesieniu poziomu „Orła Białego”.
Z Armią Andersa przeszedł Giedroyc jej szlak bojowy aż do Monte Cassino, a niedługo później – na skutek zbyt liberalnie zdaniem zwierzchników prowadzonej polityki redakcyjnej „Orła” – został odwołany i skierowany do Centrum Wyszkolenia Broni Pancernej w Gallipoli jako oficer oświatowy. Wiosną 1945 r. wraz z Czapskim wezwany został do Londynu, gdzie w maju objął stanowisko kierownika Wydziału Europejskiego w Ministerstwie Informacji i Dokumentacji, w ramach którego zajmował się m.in. propagandą Rządu na terenie Włoch i Francji, reprezentował tam również oficjalnie 2. Korpus gen. Andersa.

Rzym - Instytut Literacki
Jednocześnie pracował już nad utworzeniem oficyny wydawniczej, do czego udało mu się przekonać dowództwo Korpusu – 11 lutego 1946 r. gen. Anders powołał zespół, którego zadaniem było zorganizowanie Instytutu Literackiego w Rzymie. W skład pierwszego zespołu Instytutu wchodzili wówczas poza Giedroyciem m.in.: Gustaw Herling-Grudziński oraz Zofia i Zygmunt Hertzowie. Instytut pracował na potrzeby polskich instytucji cywilnych i wojskowych, prowadził też własną działalność wydawniczą, którą rozpoczęło wydanie „Legionów” Henryka Sienkiewicza. W czerwcu 1947 r. nakładem Instytutu Literackiego opublikowany został pierwszy numer pisma „Kultura”, które początkowo miało być „biletem wizytowym” oficyny wydawniczej Giedroycia.


Francja
W związku z likwidacją wojska we Włoszech przyszłość Instytutu stanęła pod znakiem zapytania, w związku z czym w połowie 1947 r. podjęto decyzję o przeniesieniu go do Francji, gdzie placówką 2. Korpusu kierował Józef Czapski. 27 sierpnia 1947 r. gen. Anders zatwierdził skład osobowy Instytutu Literackiego w Paryżu z Jerzym Giedroyciem jako kierownikiem. W październiku tego roku po sprzedaniu drukarni etc. ekipa Instytutu – z wyjątkiem Herlinga-Grudzińskiego, który wyjechał do Londynu – przeniosła się do Paryża. Początkowo zatrzymali się w l'Hotel Lambert, a następnie w zajętej przez placówkę Czapskiego zrujnowanej willi przy 1, Avenue de Corneille w podparyskim Maisons-Laffitte. Już w Paryżu wydano kolejny, podwójny numer (2/3) „Kultury”. Po niespełna roku dołączył do Giedroycia i Hertzów sam Józef Czapski.

Życie „Kulturą”
Z końcem wojny zbiegł się też koniec całej epoki w życiu osobistym Jerzego Giedroycia. Z Warszawy doszły go wieści, że w Powstaniu zginęli jego rodzice. W tym samym czasie ostatecznie rozstał się z żoną. Jeszcze pod Anconą zginął Adolf Bocheński, a w 1945 r. w Atenach zmarł Roger Raczyński. Jedyną osobą, która łączyła nowy świat Redaktora „Kultury” z dawnym życiem Jerzego Giedroycia, był jego brat Henryk. Po kilku latach spędzonych we Włoszech, a potem w Londynie dołączy on do zespołu Instytutu w 1952 r. Od końca lat 40. postępowało jednak utożsamianie się Giedroycia z Redaktorem, a Redaktora z „Kulturą” – i vice versa. Biografia Giedroycia coraz bardziej stawała się historią wydawanego przezeń pisma i skupionego wokół niego środowiska. Jeżeli więc „Kultura” przez pierwszą dekadę poszukiwała dróg wyjścia z kryzysu politycznego, jaki ogarnął emigrację – to nie sposób tego analizować w oderwaniu od osobistej sympatii i lojalności Jerzego Giedroycia wobec gen. Władysława Andersa. Jeśli w „Kulturze” drukowali najwybitniejsi polscy literaci XX wieku, to było to efektem osobistej charyzmy, cierpliwości, a czasem i uporu Jerzego Giedroycia, każdego miesiąca rozsyłającego w świat tysiące listów i namawiającego do pisania Witolda Gombrowicza czy Czesława Straszewicza. Jeśli Dom „Kultury” stał się mekką, do której ciągnęli – czasem lękliwie, zacierając za sobą ślady, a czasem całkiem otwarcie – obywatele PRL, myślący inaczej, niż chciały władze – to była to konsekwencja postawy Giedroycia, od początku otwartego na kontakty z „krajowcami”, szukającego wśród nich nie tylko informacji, ale i współpracowników, wyszukującego i wspierającego rozmaite inicjatywy opozycyjne. Dzięki osobistej decyzji, wyobraźni, a po części i fantazji Giedroycia, przez lata „indiańskimi sposobami” szmuglującego swe wydawnictwa nad Wisłę, gdy zaczęła się rodzić demokratyczna opozycja, jego pismo było już nad Wisłą znane i cenione, miało renomę i budziło zaufanie.
Dom i Ludzie
Jeżeli największym osiągnięciem „Kultury” było przekonanie Polaków, by zaakceptowali utratę Wilna i Lwowa na rzecz przyszłych, niepodległych Litwy i Ukrainy oraz by istnienie Ukrainy, Litwy i Białorusi uznali za kluczowe dla polskiej niepodległości (tzw. doktryna ULB) – to była to zasługa „wschodniej” duszy piłsudczyka Giedroycia bardziej niźli tylko intelektualne osiągnięcie Juliusza Mieroszewskiego. Ponad pół wieku kierowania Instytutem Literackim to 637 numerów „Kultury”, 134 „Zeszyty Historyczne” i 512 książek wydanych w Bibliotece „Kultury”. To setki autorów rozsianych po całym świecie, w tym jeden najważniejszy – porte-parole Giedroycia, Juliusz Mieroszewski – w Londynie.

 Rzadkie wyjazdy poza Paryż – w pierwszych latach co kilka, kilkanaście miesięcy do Londynu, trzydzieści lat później także np. na targi książki we Frankfurcie. Kilkuosobowy zespół współpracowników mieszkających razem w Maisons-Laffitte – początkowo przy 1, Avenue de Corneille, a od 1954 r. w domu przy 94, Avenue de Poissy, kupionym dzięki wsparciu czytelników. Parter zajmowały biura, na piętrze były pokoje sypialne. W pawilonie koło domu urządzono pokoje dla gości – nie zawsze osobiście lubianych. Dom „Kultury” był ich niemal bez przerwy pełen.
Gdzie tu czas i miejsce dla życia osobistego, dla Jerzego Giedroycia po prostu? Wstawał najwcześniej spośród domowników, przez lata sam przygotowywał śniadanie. Najpóźniej też kładł się spać. Kilkunastometrowy pokój na pierwszym piętrze stał się na resztę życia jego jedyną oazą prywatności, w której zaszywał się na poobiednią drzemkę i kilka godzin snu w nocy. Na ile można nazwać go domem? Na ile tych kilka godzin nazwać można prywatnymi? Wszak i wówczas zabierał ze sobą maszynopisy, nad którymi nieraz zasypiał, co kończyło się wypalonymi na pościeli i podłodze śladami upuszczonych papierosów...
„Kontynuowaliśmy i kontynuujemy 'życie pod namiotami'” – mówił niemal pół wieku później. Zakończył je w domu przy Avenue de Poissy 14 września 2000 r., planując kolejny numer „Kultury”. Numer 637. – ostatni.


„Autobiografię na cztery ręce” „Autobiografię na cztery ręce” (PDF) możesz przeczytać klikając na okładkę.

 

POWRÓT DO POCZĄTKU »