Logo Kultura Paryska 28 maja 2017
A-Z
Janusz Matiasiak
Biografia
Publicysta ur. 12 czerwca 1934 r. w Poznaniu

Filozof, filolog i publicysta. Od wielu lat używa dwojga nazwisk: Matiasiak-Połomski. W latach 1954-1958 studiował polonistykę w Uniwersytecie Warszawskim, w tym samym czasie pracował jako dziennikarz w katowickiej „Trybunie Robotniczej” i w warszawskiej „Nowej Kulturze”. Aktywny w czasie Października’56 na Śląsku. Był jednym z pierwszych w historii „Kultury” publicystów z Polski (jeżeli nie pierwszym w ogóle), którzy zdecydowali się wysłać i opublikować w miesięczniku tekst podpisany imieniem i nazwiskiem.
Na łamach „Kultury" wystąpił raz, używając pierwszego nazwiska. Nadesłał Redaktorowi reportaż „Newroza na Śląsku”, który został opublikowany w 1957 r., w numerze listopadowym (11/121). Mimo popaździernikowej odwilży, wszystkie gazety, do których się wcześniej zwrócił, odmówiły mu druku. Autor zaproponował go też francuskiemu „L’Humanite” (centralny organ Francuskiej Partii Komunistycznej), który też tekst odrzucił. W liście do redakcji naszego portalu tak wspominał okoliczności, w jakich zdecydował się na przesłanie reportażu Jerzemu Giedroyciowi:
„(…) Artykuł wymagał podania do publicznej wiadomości swej zawartości dla ratowania Śląska. Zawierał dane o zbiorowości ludzkiej górniczego Śląska. Doświadczenia jej były tragiczne. Zjazdy moje reporterskie na dół, wskazywały niezbicie, że praca w kopalni jest ponad siły. >Zjazd odbywał się górnicza klatką, w prądach nieprzewietrzanego chodnika, trzeba było iść wiele kilometrów w kucki, zwijając się w kłębek, dłonie konwulsyjnie ściskały kilofy, mdlały ciała… Dalej wojskowe bataliony węglowe, masy więźniów prowadzone z psami, z milicją w czwórszeregu, praca po 12-14 godzin <. Obserwacje tego nie mieściły się w głowie. (…) koszmar biologicznego wyniszczania klasy robotniczej (…) rodził brzemię nie do wytrzymania dla mojej podówczas dwudziestoletniej świadomości. Zbiorowość śląska egzystowała bez uniwersytetu, teatr zamierał, pracy w urzędach brakowało współczynnika humanistycznego, dominowała jednostronność technicystyczna. Artykuł musiał być napisany przez napór presji wewnętrznej, nie mógł być niepodpisany imieniem i nazwiskiem, skoro krytykował po nazwisku czołową postać państwa gen. Piotra Jaroszewicza. Należałem do gorących zwolenników idei socjalizmu, powtarzałem z przejęciem dalekosiężne historiozoficzne postulaty: zniesienie wyzysku człowieka przez człowieka, różnicy między pracą fizyczną i umysłową, między miastem, a wsią. Nie omieszkałem do Redaktora „Kultury” napisać, że tekst został do niej wysłany przy istnieniu zasadniczej różnicy poglądów. Odpowiedź listowna na adres Domu Akademickiego UW była lakoniczna:  >Nie sądzę, że różnice między nami są duże. Teraźniejszość nam nie odpowiada, powrotu do przeszłości nie chcemy, pozostaje szukanie nowych dróg. Wymaga to wyobraźni, konsekwencji, odwagi<.”
Jak wspomina, po ukazaniu się „Newrozy na Śląsku” poddany był represjom policyjnym, zakazowi druku, zabroniono mu podjęcia studiów w Niemczech. „Uratowanie możliwości życia zawdzięczałem wstawiennictwu wiceprzewodniczącego Rady Państwa PRL prof. Oskara Langego”. W zbiorze wycinków prasowych kolekcjonowanych przez Jerzego Giedroycia, znaleźć można wiele wrogich autorowi ech prasy krajowej na opublikowany reportaż.
Od 1963 r. skupił się na pracy filozoficznej u prof. Romana Ingardena, do dziś zajmuje się ontologią i metafizyką systematyczną. Mieszka w Krakowie.

POWRÓT DO POCZĄTKU »