Giedroyc prosi ojca Bocheńskiego o pomoc w organizacji podróży Józefa Czapskiego po Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Czapski, żeby zapewnić sobie utrzymanie, ma się tam zajmować wygłaszaniem odczytów poświęconych Katyniowi, potrzebuje jednak listy osób potencjalnie zainteresowanych zaproszeniem go. Redaktor ponawia propozycję publikowania w „Kulturze” i zaprasza o. Bocheńskiego do Maisons-Laffitte.
Ojciec Bocheński informuje Redaktora, że nie ma niestety zbyt wielu przyjaciół w Stanach Zjednoczonych, więc nie jest w stanie pomóc w organizacji podróży Czapskiego. Nie ma także czasu na pisanie artykułów do „Kultury”, ale proponuje tłumaczenie swoich prac o filozofii w Rosji sowieckiej.
Redaktor jest żywo zainteresowany możliwością przetłumaczenia i publikacji rozdziałów książki o. Bocheńskiego poświęconych sowieckiej filozofii. Ponawia swoją prośbę o podanie kontaktów do osób, które mogą pomóc Czapskiemu w Stanach lub Kanadzie.
W. Karpiński proponuje zorganizowanie międzynarodowej wystawy malarstwa J. Czapskiego i zwraca się do J. Giedroycia z prośbą o wsparcie:
"Lepszego symbolu niż Czapski dla duchowej – i faktycznej – wspólnoty europejskiej nie znajdą nie tylko Polacy ..."
Szanowny i Drogi Panie,
Myśl o międzynarodowej wystawie Czapskiego, o czym rozmawialiśmy i o czym pisałem do Pana, nie daje mi spokoju. Uprzytomniłem sobie z całą mocą rzeczy: 1. że taka wystawa jest możliwa, nadal jest czas na jej zorganizowanie; 2. że tylko taka wystawa jest realna, inne próby na małą skalę są już spóźnione, jeśli chciałoby się zdążyć na stulecie urodzin, nie będą miały siły przebicia, zostaną bez znaczenia; 3. że moment obecny jest wyjątkowo sprzyjający takiej wystawie, bo leży ona w interesie nie tylko ludzi, którym bliski jest Czapski czy Kultura, czy kultura polska, ale po prostu powinno na niej zależeć wszystkim, którym bliska jest myśl o duchowym zjednoczeniu Europy.
Lepszego symbolu niż Czapski dla duchowej – i faktycznej – wspólnoty europejskiej nie znajdą nie tylko Polacy (dla których jest symbolem emigracji, Katynia, związków polsko-francuskich, rosyjskich, austriackich, niemieckich, czeskich, białoruskich). Także Czesi (urodził się w Pradze; śpiewał z matką Gde domov mój; jego prastryj Leo Thun jest autorem prekursorskiej pracy o literaturze czeskiej ważnej dla ich narodowego odrodzenia). Także Austriacy i Niemcy (niemiecki był jego Muttersprache; niemieckie były niektóre z jego istotnych lektur, przyczynił się do ich promieniowania; choć żył w kręgu malarstwa francuskiego, to niemieccy ekspresjoniści – Beckmann – byli mu wyjątkowo bliscy). Także oczywiście Rosjanie (jego spotkania z elitą lepszej Rosji od Mereżkowskiego, Meyendorffa, Fiłozofowa przez rodzinę Nabokowych, Achmatową po Sołżenicyna; świadek Piotrogrodu w roku 1918; świadek Katynia, tego prawdziwego „kamienia węgielnego” stalinowskiej pojałtańskiej Europy: jej tworzenie rozpoczęło się od zerwania stosunków z rządem polskim, przy niemej zgodzie Zachodu, a jej koniec nastąpił w Warszawie, w Berlinie, w Pradze w 1989 roku, w Moskwie 1991 roku – i w sposób symboliczny w tym dniu, gdy Jelcyn przekazał Wałęsie dokumenty zawierające sowiecką decyzję o wymordowaniu polskiej elity, i gdy stary i już prawie zupełnie niewidzący człowiek w Maisons-Laffitte, którego życie naznaczone było tą sprawą i który stał się jej symbolem, wysłuchał tej wiadomości. I wreszcie Francuzi powinni zrozumieć, że w Czapskim mają wyjątkowego świadka (i bohatera) „promieniowania kultury francuskiej”, o którym tak dużo lubią mówić, lecz tak mało czynią, aby temu promieniowaniu sprzyjać czy po prostu je należycie uznać (Czapski mówiący w Rosji w Gułagu pod portretami Lenina i Stalina do polskich jeńców po francusku o Prouście, lepszego symbolu wielkości francuskiej kultury nie znajdą).
Dla Czechów oznacza więc Czapski europejskie promieniowanie Pragi i jest mostem nie tylko ku tradycji niemieckiej, lecz i francuskiej, i rosyjskiej, i polskiej, ta wielokulturowość bez hegemonicznych zapędów jest dziś dla nich ważna. Dla Niemców jest bardzo interesujący, bo jakby przywraca ich obecność w duchowej Europie i stanowi most nie tylko dla Polski, lecz i do Rosji, i do Francji – i te opcje nie są konfliktowe, lecz wzajemnie się wzmacniające. To samo dotyczy Rosji; autor wędrówek po nieludzkiej ziemi jest jednocześnie jednym z najważniejszych w naszym życiu orędownikiem Rosji europejskiej. Naprawdę, choć szumne słowa wywołały ironiczny jego uśmiech, ale trudno znaleźć lepszego patrona Europy, który by tak istniał dla tylu krajów między Atlantykiem a Uralem.
Wystawa Czapskiego, wystawa wielkiego a zapoznanego malarza, byłaby uznaniem tych wartości kulturalnych, które dzisiaj są szczególnie ważne. I byłaby, z polityczno-duchowego punktu widzenia, jakby zamknięciem trwającej pół wieku Wielkiej Schizmy w Europie. Przeciw ideologicznemu i politycznemu rozłamaniu na Wschód i Zachód protestowali tylko nieliczni – Czapski jest ich symbolem, jak i symbolem tej protestacji jest dom w Maisons-Laffitte, jak i symbolem udziału obu Panów w berlińskim kongresie w obronie wolności kultury. Teraz obrazy Czapskiego powinny pojechać do Berlina – i do Moskwy, i do Warszawy, i do Pragi, i do Paryża. To jest, powtarzam, rodzaj sprawiedliwości dziejowej. I jest to, podkreślam, w interesie wszystkich wysokich stron, czy grup. Dla mnie jest to oczywiste. I jest, że o taką wystawę trzeba wystąpić.
Jeszcze, jak mi się wydaje, jest czas, żeby taka wystawa otwarta została w Pradze 3 kwietnia 1996. Czego do tego potrzeba? Przede wszystkim woli organizacyjnej na najwyższym szczeblu. Znów powtarzam: układ jest niewiarygodnie sprzyjający. Polski Minister Spraw Zagranicznych lubi i ceni symbole, potrafi się nimi posługiwać. Zrozumie, że człowiek, który ma w swoim życiorysie Oświęcim i prace w komitecie pomocy Żydom byłby właściwą osobą, aby teraz podjąć myśl uczczenia (nie propagandowego) człowieka, który jest symbolem Katynia. Ktoś, kto ma w Austrii i zwłaszcza w Niemczech te stosunki, którymi dysponuje Władysław Bartoszewski, nie będzie miał trudu w pozyskaniu właściwych osób w Niemczech (i może w Austrii) dla tej wystawy. Gdy Warszawa, Praga, Berlin będą zapewnione, minister spraw zagranicznych zdoła przekonać Francuzów, że należy „dołączyć”. W Czechach ministrem kultury jest Pavel Tigrid. Trudno o lepszego orędownika takiej wystawy. Kazimierz Dejmek będzie mógł okazać swoją dobrą wolę organizując tę wystawę (bo ministerstwo kultury będzie musiało w tym uczestniczyć). Kto zdoła przekonać i pozyskać Rosjan, to już Dejmek i Bartoszewski będą wiedzieć.
Co jest potrzebne dla urzeczywistnienia tej wystawy? Wydaje mi się, że decyzja dwóch polskich ministrów z poparciem prezydenta i jego kancelarii. Jeżeli będzie decyzja i przyznane środki (te środki ni mogą być problemem, corocznie w każdym z tych krajów organizuje się dziesiątki wystaw, często bezsensownych, więc dla ważnej wystawy muszą się znaleźć fundusze), wówczas trzeba wyszukać dwie osoby. 1. Kogoś, kto nadzorowałby decyzje „polityczne” co do wystawy w różnych krajach; 2. Kogoś, kto zająłby się organizacją techniczną wystawy (rozmowy o wypożyczeniu obrazów, ubezpieczenia, transport, zapewnienie jakiegoś sekretariatu, przygotowanie techniczne katalogu, kontakty z prasą). Muszą to być specjaliści, ludzie zarazem sprawni, fachowi i oddani. Ministrowie mogliby mieć jakieś osoby na oku (choć nie jestem pewien). Wybór jest decydujący w powodzeniu imprezy. Na pierwszą osobę (bądź na jej doradcę) widziałbym może kogoś z Woźniakowskich. Drugą osobą musi być ktoś, kto umie organizować międzynarodowe wystawy i musiałby być pozytywnie nastawiony do Czapskiego (odpada moim zdaniem Ryszard Stanisławski, emerytowany dyrektor muzeum w Łodzi, który ma duże znajomości w zachodnim świecie muzealnym, lecz jego artystyczne preferencje stały zawsze w antypodach gustów Czapskiego; nie doceniał, w niewiarygodny sposób jego malarstwa i kiedyś i teraz; dał tego dowód współorganizując w 1983 wystawę w Beaubourgu, powtórzył to organizując w Bonn w 1984 wystawę Europa, Europa). Może Marek Rostworowski, nie wiem jednak, czy nie pamięta Czapskiemu krytycznej recenzji z wystawy Polaków portret własny zamieszczonej w Kulturze. Jestem przekonany, że przy dobrej woli takie dwie osoby się znajdą.
Zaznaczam dla jasności, że nie chciałbym i nie mógłbym nie tylko być żadną z tych osób, ale też uczestniczyć w żadnych pracach organizacyjnych. Mógłbym, gdyby była potrzeba, oraz gdyby zapewnione były środki finansowe i zaplecze organizacyjne, przyczynić się do dwóch rzeczy: mógłbym dokonać wyboru obrazów i rysunków na taką wystawę (jak pisałem, jest to proste, bo głównym źródłem byłoby Muzeum Narodowe w Warszawie i przede wszystkim zbiory szwajcarskie z wystawy w Vevey w 1990 i wystaw w Polsce w 1992) oraz mógłbym pomóc w napisaniu katalogu (napisaniu, nie w technicznej produkcji, nie w makietach, nie w tłumaczeniu).
Teraz konkluzja: uświadomiłem sobie, że wystawa taka jest realna i bardzo potrzebna. Trzeba wykorzystać szansę, choć oczywiście nie ma pewności, że próba się powiedzie. Trzeba jednak wykonać zasadniczy krok, jakim jest napisanie do osób, które miałyby podjąć „polityczne” i „strategiczne” decyzje. Jestem przekonany, że powinien napisać w tej sprawie Pan. Tylko Pana głos może naprawdę zmobilizować tych, od których zależy powodzenie całego pomysłu. Oto adresy:
Lech Wałęsa, Prezydent RP, Pałac Prezydencki, 00-071 Warszawa, ul. Krakowskie Przedmieście 48/50.
Min. Andrzej Zakrzewski, Kancelaria Prezydenta RP, adres jak wyżej.
Kazimierz Dejmek, Minister Kultury i Sztuki, Ministerstwo Kultury i Sztuki, 00-071 Warszawa, ul. Krakowskie Przedmieście 15/17.
Władysław Bartoszewski, Minister Spraw Zagranicznych, Ministerstwo Spraw Zagranicznych, 00-058 Warszawa, ul. Jana Christiana Szucha 23.
Pavel Tigrid, Minister Republiki Czeskiej, 118 11 Praha 1, Vajdstejnske namesti 4.
Jak Pan widzi, sprawa ta nie daje mi spokoju i zalewam Pana tasiemcowymi listami zamiast pracować nad zakończeniem książeczki o Czapskim, które muszę posłać do wydawnictwa przed moim wyjazdem do Warszawy w drugiej połowie lipca.
Łączę serdeczne ukłony
Wojciech Karpiński
... "siedzę z dziesięcioma oficerami angielskimi na kwarantannie ..."
„Pan pisze książkę o Adziu. Co raz to przypominają mi się różne drobne o nim rzeczy, które mogą się Panu przydać...”
Pierwsze pomysły Jerzego Giedroycia na działalność Instytutu Literackiego nie zachwycały jego ówczesnego zwierzchnika. Czapski nie omieszkał poinformować o tym Zofii Hertz, na której zdrowy rozsądek i możliwości interwencji bardzo liczył.
„Moi Kochani,
Że Marynia już wszystko opowiedziała - to ja tylko dodaję:
z listu Zosi widzę że używa wakacji, że słońce Cię nie przestrasza, że po harówce dzikiej - oddychasz - i cieszę się z tego. Treść listu Zygmunta ma wydźwięk powagi (ani jednego kawału) który mnie zgorszył. Widać że jedzenie bez soli i smród Neapolu działa mu na humor, który podczas wakacji powinien by być szampański. Mam nadzieję że Capri mu humor przywróci.
Pisze wam z kliniki – Marynia wszystko przedstawia na różowo, bo dziś nie ma upału (przedwczoraj 33 stopnie!), to kolano grube jak baleron nie boli, bo już czuje w sobie siły iść pieszo na górę Jungfrau (Szwajcaria koło 3000 m.) Ale ja stary mędrzec wiem, że jeszcze przyszłość przed nami ciemna - że nie wiem czy w sierpniu będziemy drapać się na wysokie szczyty włoskie, szukając odpoczynku nad czystym źródłem mknącym chyżo wśród zieleni i cyprysów czy będziemy w Maisons-Laffitte w rozpalonym żarze spod rozpalonych do czerwoności dachówek stękać, jęczeć bezczynnie, bo upał działa na nasze mózgi ubezwładniająco.
Całuję Was i ściskam
Używajcie słońca”
„Czytam tu z zainteresowaniem "Kulturę", znajdując, zwłaszcza w ostatnich numerach dużo ciekawych artykułów” – pisze Anders do Czapskiego. Po reportażu Janty-Połczyńskiego (1948 r. ) popsuły później te stosunki.
Podziękowania za przemiły noworoczny obiad i zapowiedź wizyty Jechovej, której udało się przyjechać z Czechosłowacji.
W odpowiedzi na list Zygmunta Haupta Jerzy Giedroyc dziękuje za informacje na temat amerykańskiego rynku czasopism i dzieli się swoimi komentarzami i spostrzeżeniami co do rynku europejskiego.
Jerzy Giedroyc powierza Józefowi Czapskiemu rozeznanie się w sprawie Varityperów w związku z ruchłym wyjazdem Czapskiego do USA, opisuje również perspektywy na propagowanie "Kultury" w Polsce.
Sygn. PoJCz 19/05
Czapski opisuje swojemu ówczesnemu szefowi, generałowi Andersowi, sytuację polityczną we Francji. Jednocześnie zdaje mu relację z cięć personalnych, jakich musiał dokonać w zespole Wydziału Propagandy, które sprawiły, że zatrudniony jest już tylko sam Czapski i zespół Instytutu Literackiego.
„Od pewnego czasu przyszedłem do przekonania, że byłoby bardzo celowe przeniesienie Kultury do Stanów. W chwili obecnej jest to utopia” – zwierza się Redaktor. O trudnej sytuacji finansowej falansteru w Maisons-Laffitte świadczy fakt, że Giedroyc pisze listy na odwrocie formularza-zamówienia na wysyłkę.
„...mam nadzieję, że znajdzie Pan czas w Zurychu, by porozmawiać z nami o innych sprawach. Ponieważ nie czuję się najlepiej, być może nie będę w stanie przyjechać i wtedy Czapski przyjedzie sam...”.
Stempowski w tym obszernym liście do Józefa Czapskiego porusza wiele tematów. W pierwszej kolejności komentuje przysłane mu materiały z Kongresu Wolności Kultury w Berlinie, wybierając z nich te jego zdaniem godne druku. Dzieli się z Czapskim także uwagami o malarstwie „tematycznym” i „czystym”, a potem opisuje problemy z uzyskaniem francuskiej wizy w Szwajcarii.
Po publikacji w „Kulturze” reportażu Janty-Połczyńskiego „Wracam z Polski” na Giedroycia i Czapskiego spadły gromy. Przyczynił się do tego gen. Anders, który oburzony tekstem nakazał konfiskatę numeru i zakazał publikacji drugiej części tekstu. W tym długim liście Czapski, urodzony dyplomata, prosi o cofnięcie ograniczeń i tłumaczy, czemu tekst Janty-Połczyńskiego jest naprawdę ważny.
„Drogi Panie,
dziękuję za list z dnia 14 bm. (stempel pocztowy paryski z 20 bm.).
Paczka już nadeszła i już jest doręczona.
Jeżeli zaraz Pan każe wysłać jakieś książki do mnie, to jeszcze może zdążę doręczyć.
Najlepsze pozdrowienia i uścisk dłoni
Emeryk Czapski”
Emeryk Czapski niejednokrotnie na prośbę Giedroycia przekazywał książki duchownym z Kraju, którzy przybywali do Rzymu. W tym okresie odbywała się druga sesja Soboru watykańskiego II.
...Twoje listy pasterskie muszą być w jakiejś proporcji do realnych możliwości.. - skarży się Józef Czapski.
Anders odmawia pomocy dla Miłosza, rozumiejąc jednak szlachetne pobudki Czapskiego.
Mieczysław Grydzewski zapowiada Jerzemu Giedroyciowi, że rozpoczyna wydawanie "Wiadomości" londyńskich.
Fryd opisuje wstrząs, jakiego doznał po przeczytaniu Polaków w ZSRR. Antologii pod redakcją Marii Czapskiej, i zastanawia się, czy możliwy byłby przekład tej książki na włoski (ostatecznie do takiego wydania nie doszło).
Czapski załatwia sprawy Instytutu, czekając na Giedroycia i obserwując sytuację we Francji.
Józef Czapski opisuje swój punkt widzenia odnoścnie Insytutu Literackiego.
Podpisy złożyli już wybitni intelektualiści, a Czapski będzie prosił o przyłączenie się do akcji Koestlera.
Giedroyc informuje Czapską, co powinna powiedzeć o „Kulturze” w sobotniej audycji BBC.
Czapski kwituje odbiór dużego rękopisu od Stefana Kisielewskiego, trudno powiedzieć, o jaki tekst chodziło.
"... tylko dzięki Twemu uporowi on Ci różne rzeczy przeprowadził itd." (Czapski).
Generał Anders przesyła Czapskiemu życzenia imieninowe i wyraża zadowolenie z kształtu prowadzonego przez Instytut Literacki czasopisma.
czapski