Jerzy Giedroyc, Zofia Hertz i Zygmunt Hertz przy stole, w towarzystwie psa. Corneille / Sygn. FIL00126
© INSTYTUT LITERACKI

JERZY GIEDROYC

Apel o 3000 prenumerat - 1947


JERZY GIEDROYC


Jest już rzeczą jasną, rzeczą której nie wolno i nie należy ukrywać, że rozpoczął się na emigracji ostry kryzys czytelnictwa. Złożyły się nań różne przyczyny, ale wystarczy chyba jeśli podamy dwie główne – pogorszenie się warunków materialnych emigracji cywilnej i wojskowej oraz kryzys zaufania do słowa drukowanego, spowodowany nieprzerwanym pasmem rozczarowań politycznych, jakie przeżyliśmy w ciągu ostatnich paru lat pobytu na obczyźnie.
Dziś wiemy już: czytelnik-żołnierz, dla którego kupienie książki lub czasopisma było niegdyś niewielkim uszczerbkiem materialnym, przedzierzgnął się w robotnika, w pracownika umysłowego, w rolnika i nauczył się cenić wagę każdego zarobionego grosza. Emigrant polityczny oswoił się z dewaluacją słowa pisanego na tyle, aby poczuć się w prawie do pogardzania nim.
Czy zjawisko to jest trwałe? Na pewno nie. Musi jednak upłynąć trochę czasu, zanim nowa emigracja polska otrząśnie się z troski o swój byt materialny i podźwignie się z ciosów, jakie zadały jej wypadki polityczne naszych dni. Przygodny czytelnik i miłośnik literatury sięgną wówczas znowu po książkę. Książka polska wydrukowana na obczyźnie stanie się na powrót tym, czym była dotąd: nieodzownym czynnikiem postępu i walki o lepszą przyszłość.
Problem ten, prosty dla odbiorcy, nie jest jednak równie prosty dla wydawcy i pisarza. Przed wieloma wydawnictwami i czasopismami polskimi na emigracji stanęła nagle groźna konieczność likwidacji lub pracy „na skład”, pracy obliczonej na zmianę koniunktury czytelniczej. Mało jest dziś na obczyźnie instytucji polskich, które by dzięki własnym zasobom materialnym zdolne były sprostać tej ciężkiej próbie.
W tych warunkach pozostaje jedyne wyjście z nadchodzącego impasu: odwołać się do czytelnika. KULTURA czyni to odważnie i bez cienia wstydu. Czyni to tym odważniej, że ilość listów jakie otrzymała po ukazaniu się pierwszego numeru od czytelników polskich ze wszystkich stron świata upoważnia ją w pewnej co najmniej mierze do zażądania tego kredytu. Jeżeli KULTURA stała się istotnie tym za co ją uważają autorzy listów do Redakcji tzn. cenną pozycją kulturalna na emigracji, jeżeli jest naprawdę placówką potrzebną i twórczą, to czytelnicy nie pozwolą jej upaść. Dopomogą jej przetrwać i doczekać renesansu powszechnego czytelnictwa na emigracji.
KULTURZE trzeba tylko 3000 rocznych prenumerat aby istnieć samodzielnie, dbać nadal o wysoki poziom dobieranych artykułów, zapewnić sobie współpracę najwybitniejszych pisarzy i uczonych polskich i zagranicznych, wychodzić regularnie i docierać na czas do czytelnika.
KULTURZE trzeba 3000 rocznych prenumerat, aby z kwartalnika przeistoczyć się w miesięcznik.
Jesteśmy zdania, że osłabnięcie więzi łączącej Polskę z Zachodem wynika nie tylko z faktu że po drugiej wojnie światowej Polska znalazła się politycznie w sowieckiej strefie wpływów i interesów. Powodów należy doszukiwać się głębiej – w zjawisku ciężkiego kryzysu jaki przeżywa dziś cała kultura europejska. Zachwiał się system pojęć, wartości i norm, którymi żyliśmy dotychczas. Kultura europejska utraciła swą konsystencję, swą zdolność odporu i promieniowania. Ten okres powojennego zagrożenia nie potrwa jednak zbyt długo. Skończy się gdy prawdziwi Europejczycy wszystkich narodów i ras podejmą trud obrony, uporządkowania i twórczej rozbudowy zasad życia i myślenia, które ukształtowały naszą przeszłość i zdolne są jeszcze mimo wszystko ukształtować naszą przyszłość. KULTURA znalazłszy się w samym sercu europejskich dążeń do odrodzenia kulturalnego, pragnie wykorzystać ten przywilej w kierunku ponownego związania z nim polskiego ruchu umysłowego w kraju i na emigracji.
Nie wydaje się nam bowiem słusznym przekonanie, że pomiędzy krajem i emigracją powstała przepaść nie do zasypania. Przerzucenie pomostu pomiędzy Polakami, którzy żyją, tworzą i pracują w kraju i pomiędzy nam, którzyśmy wybrali świadomie emigrację polityczną, jest tylko kwestią taktu, zdrowego rozsądku i uczciwego podziału ról. Nie przyczyni się doń jednak nigdy bezwiedne często i nieświadome rozłupywanie kultury polskiej na kulturę „krajową” i kulturę „emigracyjną”. Nie ma dwóch kultur polskich, są tylko uczeni, pisarze i artyści polscy, którzy pracują dla jednej i tej samej kultury polskiej w miarę swych sił, umiejętności i możliwości.
KULTURA pragnie wykorzystać swoją wolność od ucisku i skrępowania politycznego nie po to żeby służyć ghettu polskiemu na emigracji, ale po to żeby przełamać jego izolację zarówno w stosunku do Europy, jak i w stosunku do kraju.
KULTURA pragnie również wypełnić tę lukę, jaka w twórczości uczonych, pisarzy i artystów w Polsce wytworzył stan politycznego odcięcia od procesów i przeobrażeń duchowych na zachodzie Europy. Aby wykonać te zadania KULTURA zwraca się o pomoc do swoich przyjaciół i czytelników. I wierzy głęboko, że ta pomoc przyjdzie.
ZESPÓŁ
„Kultura” 1947, nr 2-3, s. 3-5